Wyjechaliśmy z miasteczka Rogoznica zdecydowanie później niż się spodziewaliśmy, a to wszystko za sprawą Ivany i Niny, które tak wciągnęły nas w opowieści o swoim mieście i innych ciekawostkach, że nie mogliśmy odpuścić tak przemiłego spotkania. Wręcz nie chcieliśmy. Wyjeżdżając od nich z miasta nawigacja totalnie nas zgubiła, więc podwoiło to nasz powrót na autostradę. Tym razem… wyspany, pełen świeżego powietrza w płucach wyruszyłem dalej w dobrze znaną mi drogę, która kieruje nas do najbardziej popularnego i rozpoznawalnego regionu w Chorwacji, a mianowicie na Makarską Riwierę. Dlaczego znów wspominam o Makarskiej i dlaczego wyruszamy ponownie do miejscowości Tucepi?

FKK BEACH

Po pierwsze z sentymentu, a po drugie z przyzwyczajenia, bo to miejsce wyjątkowe. Było pierwszym miastem, jakie udało mi się odwiedzić na Makarskiej, gdy nastąpił mój “przełom” o czym wcześniej wspominałem w postach. Jest jeszcze jeden, bardzo ważny powód dla którego wybraliśmy się znów do Tucepi. Tym razem wybieramy się na półwysep Peljesac, a więc potrzebujemy przystanku na nocleg, by móc wypocząć i ruszyć w dalszą drogę. Wpadłem więc na wspaniały pomysł, że skoro mamy już trochę lepszy sprzęt, zabiorę Was na krótką wycieczkę na plażę FKK i nakręcę z tego miejsca time lapse. Poza tym jako wierny fan palm miałem tyle pomysłów w głowie, że chciałem te ujęcia wszystkie wykorzystać do naszego vloga. Tak powstał materiał ukazujący całe miasto Tucepi, główny deptak oraz miejsce odpoczynku dla ludzi chcących obcować z naturą dosłownie. Jeśli czytasz ten tekst oznacza to, że zadałeś, bądź zadałaś sobie wystarczająco dużo trudu, by dowiedzieć się czegoś ciekawego o naszych podróżach. A więc? Oto materiał z wyjazdu w to miejsce, który mam nadzieję przekona Cię do wyjazdu w te rejony.

Jeśli nasza wyobraźnia działa wystarczająco mocno, by pobudzić nas do działania, to dostaniesz teraz ekstra zastrzyk motywacji, by wybrać się tuż za hotel Jadran, gdzie kryje się miejsce dla wielu ludzi kojarzone z wolnością i połączeniem człowieka z naturą. To tutaj możesz się rozebrać i wylegiwać pod piniowymi drzewami zupełnie nago. Plaża FKK pozwala odpocząć. Daje spokój i szczęście, zachwyca każdym, nawet najmniejszym kamykiem. Brak tutaj ingerencji człowieka w naturę. Tym razem spędzamy na tej plaży całe popołudnie, znowu zdecydowanie za krótko, jednak musimy wyruszyć dużo, dużo dalej. Nasz cel podróży to półwysep Peljesac nad którym przez najbliższe miesiące w swoich tekstach będę skupiał się najmocniej.

Kolejnego poranka wybieramy się w kierunku granicy Bośni i Hercegowiny, by po przekroczeniu granicy poznać Angele, która pracuje na straganie sprzedając owoce i warzywa niedaleko rzeki Neretva. Trasa, która wiedzie wzdłuż wybrzeża Riwiery Makarskiej aż do samej granicy zasługuje na miano drogi idealnej, bo tak wielu pięknych widoków nie znajdziemy chyba nigdzie indziej. Łącząc dobre z pożytecznym możemy po drodze zatrzymywać się na małe postoje. Zdjęcia wychodzą piękne dosłownie wszędzie. Cały region jest mocno górzysty, a po naszej prawej stronie zawsze mamy zjawiskowy Adriatyk i panoramę na sąsiednie wyspy. Tego lata do Chorwacji przyszedł gorący front znad Afryki, który w kabinie naszego samochodu robi atmosferę, która Wam mocno może kojarzyć się z pieczeniem indyka w piekarniku. Nam to jednak totalnie nie przeszkadza. W podróży upał i temperatura w naszym samochodzie często dają nam wyraźne sygnały do tego, by robić częstsze postoje na odpoczynek, jednak motywacja zawsze sprawiała, że niestraszne były upały. Samochód dzielnie pokonuje kolejne kilometry i tak przekraczając granicę docieramy w końcu do Neretwy. To w tym miejscu możecie kupić warzywa i owoce doskonałe w smaku. Sprzedawane są tylko w sezonie letnim, jednak warto pokusić się o zakup lokalnego arbuza lub miodu, czy też oliwy z oliwek. Wszystkie te produkty mają swój niepowtarzalny smak. Angela, młoda dziewczyna z okolicznego miasteczka sprzedaje te warzywa w sezonie letnim dorabiając w ten sposób na życie. Odpowiedziała również na kilka naszych pytań. Dowiedzieliśmy się między innymi, że wszystkie produkty jakimi handluje pochodzą z niedaleko położonych pól na których są uprawiane. Zero marketu i sprowadzanych owoców. Doskonale wiesz, co jesz. Pomimo ogromnej ilości pracy przy polu, takie miejsca poza sezonem nie dają ludziom żadnego zarobku, dlatego również i ona po zakończeniu lata wyjeżdża z kraju lub szuka innej pracy dorywczej.

Wyjeżdżając dalej w kierunku Peljesaca ustawiamy nawigację na miejscowość Mali Ston, gdzie znajdują się stare mury obronne z czasów republiki Dubrownickiej. Mury te chroniły cały półwysep Peljesac od ataków Turków. Wiele razy oglądałem filmy na youtube chcąc dowiedzieć się, jak tak naprawdę wygląda droga na półwysep Peljesac. W mojej głowie powstawały setki teorii z uwagi na fakt, że nasz samochód posiada mały silnik, a do pokonania mamy sporą odległość wraz ze sporymi wzniesieniami i ostrymi zakrętami. Dzisiaj wiem, że śmiało możecie się tam wybrać zwykłym autem miejskim. Niektórzy lokalni mieszkańcy do dzisiaj poruszają się tam starymi, zdezelowanymi, trzydziestoletnimi samochodami, a więc przeciętnej klasy auto miejskie z tej epoki również pokona ten teren. Peljesac, a zwłaszcza jego południowa część to region przypominający mocno taką naszą polską wieś, tylko w chorwackim wydaniu. Zatrzymując się na postoju nieopodal mniej znanej wioski możecie usłyszeć gdakanie kur, a zza zakrętu zawsze może wyjechać ciągnik. Palmy posadzone rzędami? Jeśli kochasz palmy zapraszam również na Peljesac. Tak pięknych i zdrowych gatunków palm nie widziałem nigdy w życiu. Drugim takim miejscem, gdzie znajdziecie ogromną ilość palm jest miasteczko Trpanj, ale o nim będę pisał później. Podążając na północ podczas stromych podjazdów w drodze do miasteczka Orebić w końcu docieramy do małej miejscowości Pijvacino. Początkowo nie miałem kompletnie żadnych informacji na temat tego miasta. Jak dowiedziałem się o jego istnieniu?

Wspinając się naszym małym autem w górę drogi czuliśmy, że po pokonaniu trzydziestego wzniesienia czas na kolejny mały postój. Pomyślałem, że wynagrodzę nasze auto za tak dzielną jazdę i schłodzę silnik. W oddali zobaczyłem potężny pomnik, więc gdy tylko do niego dojechaliśmy od razu skręciłem w lewo i zaparkowaliśmy pojazd. To co zobaczyłem za sobą dosłownie ścięło mnie z nóg. Chyba nie zdawałem sobie do końca sprawy z tego, jak ogromne góry są na Peljesacu i jak ogromny kawał drogi przejechaliśmy dopóki nie stanąłem na krawędzi podestu i ujrzałem panoramę Orebica. Totalnie zahipnotyzowani tym widokiem siedzieliśmy w cieniu pod murkiem obserwując ten piękny widok i doświadczając ciszy absolutnej. Poza nami jedynymi podziwiającymi tę panoramę były cykady. W tle świszczący wiatr i totalny spokój. Popijając zimną wodę i zachwycając się tym widokiem doceniliśmy chłodny mur, który dawał nam cień. Dosyć szybko schłodziła nas także informacja na kamiennej tablicy, która została wyryta wraz ze sporą ilością nazwisk. Dosyć szybko okazało się, że tych nazwisk są setki, a po znalezieniu informacji o tym miejscu wiedzieliśmy już, że jest to miejsce masowego mordu mieszkańców miasteczka Pijvacino. Na naszym vlogu powstała krótka wzmianka o tym, co tam się stało. To jedno z wielu miejsc, które emanują kontrastem pomiędzy pięknem przyrody, a jakąś historyczną tragedią. Tego miejsca nie zapomnę już chyba nigdy. Chorwacja nigdy nie miała lekko. Bardzo cieszę się, że Chorwaci upamiętniają takie wydarzenia historyczne, bo dzięki takim pomnikom, my, przeciętni ludzie również poznajemy ich historię. Samochód odpoczął i zjeżdżamy dalej, tym razem w dół, co chwila redukując biegi. W moich oczach miliony błyskających świateł, pomimo słonecznych okularów widzę srebrzący się Adriatyk. Widać już także wyspę Korcula i Badiję, pokonuję kolejne zakręty z dodatkowym zapasem energii, który właśnie w magiczny sposób odnalazłem. To mam nadzieję odwzajemniona miłość do Chorwacji oraz czysta pasja do podróżowania. Wyraźnie widać już cel naszej podróży jakim jest miasteczko Orebić.

Dojeżdżając do miasta zatrzymujemy się więc, bym mógł porozmawiać z sympatycznym panem na rowerze, który ponoć ma dla nas tajną informację na temat tanich noclegów. Już po chwili kątem oka spoglądając na plażę rozmawiam z Chorwatem, który planuje nas zabrać na swoją kwaterę, by pokazać nam pokoje. Wszystko to odbywa się w czasie 20 minut od wjazdu do miasta. Jesteśmy już mocno zmęczeni samą trasą i upałami, więc chcielibyśmy znaleźć nocleg i w końcu zacząć naszą przygodę. Nagle pojawia się świetna okazja na nocleg u pani, która posiada dom 15 metrów od plaży w Orebicu. Szybka konwersacja owocuje w nasz pierwszy nocleg na półwyspie. Mamy godzinę szesnastą i wreszcie dotarliśmy. Widzę mury starego miasta na wyspie Korcula… Tyle razy obserwowałem tę wyspę z kamer online. Teraz widzę to wszystko na żywo. Wreszcie. Co dalej? Nie przegap koniecznie następnego posta.

Pozdrawiam M.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *