Odwiedź nas na:

Pobudka o 6:00? Po wczorajszym motoryzacyjnym maratonie, to zdecydowanie za wcześnie. Mamy jednak dzisiaj do zrealizowania materiał. Mógłbym się jeszcze zregenerować, ale po prostu nie umiem. Mam w głowie plany, dużo planów. Wychodzę na taras i słyszę jak lokalni rybacy wyruszają na połów. A być może już wracają? Ciężko stwierdzić. Trudno ich dostrzec zza płaskiego wzgórza. Dogadują im lecące wysoko mewy, które liczą na poranne śniadanie. Jedno jest pewne. Jesteśmy w miejscowości nadmorskiej, bo powietrze jest tutaj zdecydowanie lepszej jakości. Tak świeże i czyste, że aż chciałoby się je zjeść. Słychać jak fale leniwie odbijają się od brzegu i próbują zahipnotyzować mnie tym szumem. Zapachy… jest ich całe mnóstwo, bo w tym regionie wszelkie zioła i owoce mają wsparcie w postaci przeważającej ilości słonecznych dni. Zima? Nie występuje. W okresie zimowym jest tutaj parę stopni na plusie, a prawdziwą anomalią pogodową jest chwilowy spadek temperatury na minus w nocy. Tyle o pogodzie. Przejdźmy do rodziny, którą zaraz poznamy.

Ivanę poznaliśmy za pośrednictwem mediów społecznościowych. Nie było w tym żadnej magii poza wspólnym zamiłowaniem do podróży i zwierząt, bo pierwotnie zakładaliśmy, że z Chorwacji w tym roku wrócimy z kotem. W planach było uratowanie jednego, małego, kociego życia. Ivana znalazła porzuconego przy drodze kota, którego zabrała do domu. Był jeszcze zdecydowanie za mały, by przetrwać w chorwackiej dziczy. Leżał na poboczu ruchliwej drogi, miałcząc i nawołując matkę. Stwierdziliśmy, że zabierzemy go ze sobą w drodze powrotnej. Przejdźmy jednak do ludzi z którymi mieliśmy się poznać.

Rozmawianie przez internet jest przyjemne i proste. Teraz jednak nastał moment rozmowy na żywo i pierwsze próby realnego nawiązania kontaktu z chorwacką rodziną. Nie jest to co prawda indiańskie plemię napotkane w dziczy, a my mówimy w obcym języku, mimo wszystko odczuwam lekki stres. Schodzimy na ich dolny taras i widzimy Ivanę, jej siostrę Ninę i jej rodziców. Nastaje lekka cisza, staram się więc wnieść w ten poranek odrobinę pozytywnej energii. Czuję, że coś jest nie tak. Myślę sobie w głowie… A może to my zachowaliśmy się jakoś nieodpowiednio?

Dom rodziny Kaleta w zatoce Zatoglav rezerwacje i kontakt: https://villa-kaleta.business.site/

Spoglądam na tych ludzi i w oczach mamy Niny widzę przerażenie. Nagle zaczynam zdawać sobie sprawę, że to przez kamerę i rozłożony statyw. Widząc obiektyw myślą, że są już nagrywani i zwyczajnie ich zamurowało.

” Mam nadzieję, że się nie krępujecie?” – pytam, patrząc na nich w nadziei, że sytuacja ulegnie zmianie, bo inaczej nie zapowiada się na luźną rozmowę.

Mama Ivany nie jest anglojęzyczna, więc odpowiada do mnie po chorwacku. Za nią po angielsku odpowiada córka.

” Dla moich rodziców to raczej niecodzienna sytuacja, ale myślę, że musimy dać sobie odrobinę czasu, by do niej przywyknąć. Może kawy?”- pyta Ivana.

” Jasne, nie krępujcie się. Chcemy nakręcić materiał o tym miejscu i porozmawiać z Wami o życiu w Chorwacji, ponieważ dla nas jest ona także jak drugi dom. Uwielbiamy tutaj przyjeżdżać” – dodaję po chwili, by jakoś ich wyluzować.

Ivana jest zdecydowanie bardziej wyluzowana niż Nina, bo to z nią tak naprawdę przegadaliśmy niejeden wieczór, ustalając różne kwestie zanim wyjechaliśmy na południe. Zdążyliśmy się już trochę poznać.

Chorwaci nie różnią się od nas ani wyglądem, ani zachowaniem. Jej ojciec siedzi na krześle, trzymając się od nas wszystkich z lekkim dystansem, więc szukam kontaktu wzrokowego właśnie z nim. W końcu uśmiecha się do mnie i pada pierwsze pytanie.

” Jak wczorajsza droga? Łatwo było do nas trafić?”- pyta ojciec Ivany.

” Wczoraj męczyłem się straszliwie. Końcówka drogi była wręcz niebezpieczna, bo tutaj nie ma zbyt wielu latarni oświetlających drogę” – odpowiadam po chwili.

Początki poznania bywają czasem ciężkie, ale ja w tych ludziach widzę ukryte dobro. Ono od nich bije. Są dla nas serdeczni i przyjęli nas pod swój dach. Z tego nie może wyjść nic złego. Po kilkudziesięciu minutach rozmowy, wspólnie się śmiejemy i rozmawiamy o naszej rodzinie w Polsce i ich rodzinie tutaj. Dla mnie pojawiają się pierwsze informacje o tym, jak tutaj żyją, co robili wcześniej i jak obecnie wygląda ich życie.

Nina, która jest siostrą Ivany na stałe mieszka w Szwajcarii i zajmuje się opieką starszych osób. Przyjeżdża tutaj w okresie letnim, by spędzić czas z rodziną. Obie bardzo dobrze mówią w języku angielskim, więc rozmowa zaczyna nam się dobrze kleić. Rodzice co jakiś czas zadają pojedyncze pytania, ale raczej pełnią rolę obserwatorów. No cóż. Kawa wypita. Czas coś nagrać. Ustalam więc z córkami, co chcielibyśmy nagrać, co nas interesuje.

Ustawiamy kamerę i zaczynamy nagrywanie. Tak powstaje odcinek o rodzinie z Rogoznicy. Po krótkiej rozmowie dotyczącej ich miejsca zamieszkania, mama Ivany i Niny zabiera nas do swojego ogródka, który już na pierwszy rzut oka znacząco różni się od naszych polskich ogrodów.

Rośliny i drzewa oliwne uprawiane są piętrowo na wąskich półkach otoczonych masywnymi kamieniami, a prowadzą do nich wąskie schody. Wyruszając na mini wycieczkę po ogrodzie, pod murkiem dostrzegam pozostałości po ciężkich pociskach. To prawdopodobnie pamiątki z początku lat 90- tych, kiedy w Chorwacji panowała wojna domowa pomiędzy Armią Chorwacką i Armią Republiki Serbskiej.

” Nasza ziemia jest raczej surowa, jednak da się na niej uprawiać owoce i warzywa. Susze, które tutaj panują w okresie letnim zmuszają nas do regularnego i obfitego podlewania roślin, by nie uschły” – rozpoczyna opowiadanie o swoim ogrodzie mama Ivany. W tym samym momencie na jej twarzy pojawia się najcieplejszy uśmiech jaki widziałem od początku dzisiejszego dnia. To tutaj jest ukryty klucz do nawiązania dialogu. Ta pani po prostu kocha swój ogródek. Wreszcie się wyluzowała. Co uprawia się w chorwackim ogródku? Ziemniaki, ogórki, pomidory. Zupełnie tak samo jak na polskiej wsi. Tylko smak tych warzyw jest nie do przebicia. W tym miejscu nie stosuje się żadnych chemicznych dodatków, ani suplementów. Jedynie naturalne nawozy. Wszystko wyglądało na skromne, ale dorodne.

” W tym roku walczymy z plagą mrówek, a walczyć będziemy także z suszą”- dodaje mama Ivany. Węże ogrodowe do podlewania wiły się pod nogami dosłownie wszędzie.

Chorwacki ogród z drzewami oliwnymi

Po tej wycieczce postanowiliśmy się wybrać na wzgórze, by przeprowadzić wywiad z Ivaną i Niną, która również z czasem zaczęła nas zagadywać i zadawać pytania. Sporo rozmawialiśmy o życiu i pracy za granicą, bo ona również wyjechała z Chorwacji za pracą. Podczas kręcenia wywiadu, Nina opowiedziała nam o tym jak się żyje w Chorwacji i bardzo pozytywnie wypowiadała się na temat Polaków. Dowiedzieliśmy się jak wyglądała Chorwacja w latach 90- tych. Byłem bardzo ciekaw, jak tutejsi ludzie radzą sobie od czasu wojny, czym się zajmują. Nie zabrakło również pytań dotyczących cen wynajmu i płac. Byłem tym mocno zainteresowany, bo patrząc na to jaki krajobraz ich otacza, trudno nie pomyśleć o życiu w Chorwacji. Tutejszy klimat i widoki sprawiają, że co roku Chorwację odwiedzają coraz większe grupy turystów z Polski. I ten trend nie maleje.

Mieliśmy spędzić tutaj zaledwie dwie godziny, a zostaliśmy prawie do godziny trzynastej. Było warto, bo dzięki temu poznaliśmy wspaniałych ludzi. Dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzeczy i poznaliśmy ich mały świat, ale i problemy. Nasz vlog jak i blog zaczął zmieniać koncepcję i już wtedy wiedzieliśmy, że będziemy coraz częściej wspominać o ludziach jakich spotkaliśmy, bo to oni tworzą historię. Gdyby nie Ivana i Nina prawdopodobnie nigdy nie dowiedziałbym się, że najlepsze w smaku oliwki można zakupić dopiero po sezonie, oraz że my, Polacy jesteśmy przez nich odbierani jako naród, który umie walczyć o swoje prawa. Nie wiedziałem również jak wyglądał ich kraj po wojnie domowej w 1995 roku. Zaskoczeniem dla mnie był też fakt, że Chorwaci byli legitymowani we własnym Państwie po zmroku i że kiedyś było tutaj naprawdę niebezpiecznie.

Dzisiejsza Chorwacja, a raczej Chorwackie wybrzeże, to kraj rozwijający się turystycznie. Bezpieczny dla każdego, kto chce go zobaczyć i poczuć. Ludzie których poznajemy biją optymizmem i uśmiechem. Raczej nie kierują się zazdrością i zawiścią. Uważam to za spory atut. Każdy, nawet najmniejszy dialog z „lokalsami” podczas naszych podróży przynosi nam kolejne pomysły i zmienia pierwotne plany na podróż, bo ludzie stąd wiedzą lepiej dokąd warto pojechać. To ich ziemia.

Kiedy wyjeżdżaliśmy z Rogoznicy w stronę południa, przemierzałem kilometry plantacji drzew oliwnych i sadów. Nie mogłem wyjść z podziwu jak dzikie są te tereny. Tutaj nawet błąd w nawigacji oznacza nową przygodę. A co z kotem?

Został w domu Ivany, bo był jeszcze zdecydowanie za mały i zbyt przerażony, by przemierzać z nami południe Chorwacji. My tymczasem wyruszamy w kierunku Makarskiej, by zwiedzić okolicę wyremontowanego hotelu Jadran, gdzie w zaroślach czają się nudyści, ale o tym już w następnym wpisie.

Pozdrawiam

M.

  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *