Odwiedź nas na:

Obiekt westchnień. Dziesiątki spędzonych wieczorów przed komputerem w towarzystwie kamer online i analizowanie dosłownie każdego budynku i odbicia świateł z portu na wyspie. Zasypianie, a w tle monitor z wyświetloną kamerą. Oglądanie zachodów słońca i wspólne gotowanie w towarzystwie widoków na ulice. Śmiało można to nazwać obsesją, bo dokładnie tak wyglądała moja codzienność, zanim postawiłem stopę na swoim osobistym księżycu. Podobno jeśli czegoś bardzo chcemy, to można wszystko. Wobec tego, ja bardzo chciałem pojechać w jedno miejsce na południe Dalmacji i to marzenie udało mi się spełnić. Kamery online mają to do siebie, że pozwalają obserwować ciekawe miejsca z ziemi na żywo. Jest to spore udogodnienie XXI wieku dające nam, podróżnikom możliwości podglądania.

Dla mnie to idealne rozwiązanie, bo niejednokrotnie zaglądając tam mogę żyć chwilą, która fizycznie nie istnieje. Czasem chciałbym zobaczyć jak wygląda Boże Narodzenie we Włoszech i wyobrażam sobie w swojej głowie, że przechodzę ulicami tego miasta i widzę ozdobione sklepy i choinki. Wirtualna podróż w mojej wyobraźni, bo niby mnie tam nie ma, jednak mam świadome połączenie na żywo i czasem to uczucie sprawia, że czuję się lepiej wykonując obowiązki dnia codziennego. Wieczorem wchodzę, szukam kamery online z tego miejsca i pyk. Mam to, co chciałem. Ciekawość została zaspokojona. Już wiem, jak wygląda ta ulica o tej właśnie porze roku, we włoskim miasteczku. Obsesja. Kamery online mają to do siebie, że ich ruch jest automatyczny i zazwyczaj albo odbywa się on w tej samej linii, więc widzimy raptem kilka kadrów, albo w ogóle są statyczne. Ja jednak uważam, że lepiej mieć możliwość oglądania na żywo miejsca, które uwielbiamy, albo do którego chcemy pojechać, niż nie mieć jej w ogóle. Jeśli lubisz jakieś miejsce na ziemi bardzo i bardzo za nim tęsknisz, pozostają Ci jedynie wspomnienia z ostatniej wyprawy. A gdybyśmy mieli możliwość zajrzeć choćby na chwilę co słychać w Rzymie? Albo jak postępują prace remontowe Akropolu w Atenach? Jakie miejsce na ziemi lubisz najbardziej? Za jakim miejscem tęsknisz? Jedno kliknięcie myszki i przenosimy się tam już teraz. Pod tym kątem XXI wiek jest niesamowity. Mnie osobiście taka forma podglądania bardzo pomagała, zanim postawiłem stopę na swoim księżycu. Co nim było?

Był to oczywiście półwysep Peljesac, gdzie odbywała się nasza najnowsza wyprawa w 2019 roku. A więc stoisz teraz ze mną na moim własnym księżycu. Czujesz to? Pod nogami mamy obcy grunt i choć oglądałem go nie raz z kamer online, on wygląda inaczej. Ziemia jest tutaj nieco bardziej brązowa, a klimat jest surowy i suchy. Stoimy obecnie na pomniku ofiar miasteczka Pijavacino i być może nie jest to idealne miejsce na rozpoczęcie podróży po Peljesacu, to rozpoczniemy je tutaj, bo dokładnie tutaj poczułem jego oddech. Spalone od słońca i pożarów drzewa. Zobaczyłem jak natura bezlitośnie niszczy tu roślinność i na nowo daje życie kolejnej. Nikt nie ingeruje w krajobraz poza nią samą. To ona ma władzę absolutną i wydaje się być w tym perfekcyjna jak chirurg. Stoimy więc na tym pomniku i widać stąd epicką panoramę. Skaliste, ostre szczyty pomieszane z żółto – zielonymi krzakami oraz spalonymi czarnymi drzewami. Głucha cisza. Poza nami i naturą nie ma tutaj kompletnie nic. Nie ma nawet zwierząt ani ludzi, a upał nieubłaganie spala naszą skórę. Pomnik ten jest wybudowany na wzniesieniu. W dole doliny widać srebrzyste morze i poza tym nie ma kompletnie nic. Tylko góry, bezkres i cisza. Co jakiś czas wizytę na naszej twarzy składa skromny pocałunek wiatru. A jednak w tak surowym klimacie również dostrzegam piękno. To początek mojej i Twojej podróży, więc możesz sobie tylko wyobrazić, co zobaczymy razem przez następne dwa tygodnie. Uważam, że to miejsce powinno być wizytówką Peljesaca. Każdy kto rozpoczyna przygodę z południem Dalmacji, powinien tutaj choć na chwilę się zatrzymać i tak jak ja, usiąść z butelką zimnej wody. Wyciszyć się, a następnie przeczytać historię ludzi poległych w tym miejscu. Później wyruszyć dalej na wyprawę. Tak naprawdę, gdy dojeżdżam do innych miejscowości pokonuję niezliczoną ilość wzniesień i niebezpiecznych zakrętów. Szukanie ludzi na drodze, ogranicza się więc tylko do tych napotkanych przypadkiem. Lokalnych mieszkańców brak. Teraz zabiorę Cię na wyprawę jednego z najbardziej zróżnicowanych miejsc w Chorwacji. Skrywa w sobie ono o wiele więcej piękna niż myślisz. Peljesac to miejsce intrygujące. Miejsce o bogatej historii, którą podczas tej małej wyprawy napisali ludzie i odwiedzone przez nas miejsca. Zaczniemy od miejsca o bogatej tradycji żeglarskiej, czyli miasteczka Orebić.

Port w miasteczku Orebić i stara część miasta po zachodzie słońca

Żeby się tam dostać wybierzemy się do lokalnego muzeum, ale zanim to zrobię wychodzę o poranku, by zobaczyć jak wygląda okolica. Po tej długiej podróży nie pozostaje mi nic innego jak usiąść na murku i zastanowić się, co właściwie będę robił i gdzie pojadę. Siadaj. W tle mamy piękny widok na wyspę Korcula, na którą niewątpliwie się wybierzemy, ale za nami jest też szczyt Świętego Eliasza. Nieopodal na lewo leży wyspa Badija, a na starym mieście na Korculi, prawdopodobnie żył Marco Polo. Ponoć znajduje się tam dom w którym dorastał, a piętnaście kilometrów od tej miejscowości znajduje się Lumbarda, miejsce o krystalicznie czystej wodzie, gdzie można obserwować jeżowce i ośmiornice? Czujesz to wszystko? Zabiorę Cię tam wszędzie, tylko jeszcze nie wiem jak. Poważnie, nie wiem. Nie mam przygotowanego planu ani mapy. Mam tylko kilka informacji jakie udało mi się wyczytać w Internecie przed wyjazdem i to wystarczy. Nie chcę planować naszej wspólnej podróży, bo zarówno Ty jak i ja – oboje doskonale wiemy, że najlepsza podróż to ta bez planu i umówionych godzin. No może poza tymi, kiedy odpływa prom na inne wyspy. Tutaj będziemy musieli trzymać się określonych godzin. Cała reszta pozostanie czystą, spontaniczną wyprawą. Nie mam pojęcia jak dostaniemy się na Badiję i kompletnie nie odpowiem Ci na pytanie, ile będziemy szli na szczyt Świętego Eliasza, ale będziesz tam ze mną. Jeśli będziesz dalej czytał ten tekst, pójdziesz ze mną w niejedno miejsce. Ale o tym dużo później.

Orebić, to miasto portowe, więc wszystkie łódki, które teraz widzimy są tutaj dlatego, że od pokoleń uczono się tutaj żeglugi i wypływano stąd na połowy ryb. Odbywał się tutaj także handel wymienny, a na zboczach najpopularniejszej góry na Peljesacu, lokalni mieszkańcy hodują jeden z najstarszych szczepów winogron Plavac Mali, przywieziony ze Stanów Zjednoczonych. Obecnie pozwala im robić najlepsze gatunkowo wina z tego regionu o takiej samej nazwie. Będziemy siedzieć na tym murku już za parę dni i spróbujemy tych win. Każdy mieszkaniec zapytany o drogę trzy razy zastanowi się, zanim odpowie i leniwie wskaże Ci kierunek. Są pomocni. Bardzo szybko docieramy więc do starej części miasta i wchodzimy do muzeum, gdzie rozmawiamy z pracownikiem, który opowiada nam o ciekawej historii miłosnej jaka wiąże się z tym miejscem. Stare miasto w Orebicu jest bardzo kameralne i podstarzałe. W niektórych budynkach nie mieszkają żadni ludzie, inne już od dawna nadają się do wyburzenia. To muzeum w którym byliśmy przed chwilą wygląda jak skansen, ale dzięki temu, że skusiłem się, by tam zajrzeć, widzę zdjęcia malutkiego portu w Orebicu z 1933 roku. Orebić dawniej był drugim, po Triescie najsłynniejszym miastem portowym. Peljesac słynie jednak nie tylko z uprawy winogron oraz połowu ryb. To także półwysep o rajskich plażach. A więc wybieramy się dziś na pierwszą z nich. Dokąd dziś ze mną pojedziesz?

Dostaniemmy się na północ półwyspu, a konkretniej zajrzymy do miejscowości Loviste. Wyjeżdżając z Orebica warto zaopatrzyć się głównie w wodę, ponieważ po drodze nie znajdziemy żadnych sklepów. Po drodze zatrzymujemy się na jednym ze wzgórz, by nagrać ujęcia poklatkowe i panoramę na wyspę Korcula. To nie photoshop. Tym razem Internet nie kłamie, bo to co tam zobaczyliśmy jest spełnieniem marzeń niejednego podróżnika. Widok idealny. Panorama na całą wyspę Korcula, mocno widoczna wyspa Mljet oraz dziesiątki małych wysepek, które Bóg rozsypał po morzu, tak jak mama rozsypuje posypkę na cieście. To wszystko wyglądałoby jeszcze całkiem realistycznie i nie stwierdziłbyś, że zostało przerobione w programie graficznym, gdyby nie ten nienaturalnie podkręcony turkus morza, wokół dosłownie każdej widocznej gołym okiem plaży. Im płytsza woda, tym bardziej turkusowe obramowanie wyspy. Bóg jest najlepszym grafikiem komputerowym jakiego znam. Nigdy nie pobije go photoshop. Tak zupełnie na serio to wszystko, co oglądałem do tej pory w sieci na żywo dosłownie zwala z nóg. Stojąc w tym miejscu wszystko, co wcześniej wydawało się bardzo nienaturalne, teraz wygląda jeszcze bardziej nienaturalnie. Dopóki nie dojdziesz do wody i nie dotkniesz, nie uwierzysz mi na słowo. Taka jest Chorwacja i taki jest półwysep Peljesac.

Loviste

Loviste, to mała wioska rybacka słynąca z połowu langust oraz uprawy fig. Dojeżdżając na miejsce po około 40 minutach zatrzymuje nas młodzieniec, który mówi, że musimy zaparkować pojazd przed wjazdem do miasta, ponieważ wjazd do miasta w sezonie letnim jest zabroniony. Czemu? Tego nie wiem. Ja natomiast wiem, że w sieci widziałem super zdjęcia z Loviste, a w samym sercu tego miasta plaże są betonowe. My chcemy zobaczyć prawdziwe plaże nie wybudowane przez człowieka, tylko przez tego, co kolorował turkus morza wokół wysp. A więc? Pomógł nam młodzieniec, który powiedział, żebyśmy jechali wzdłuż miasta bocznymi uliczkami, aż w końcu dojedziemy do wspomnianego przeze mnie miejsca. Tak też się stało. Dojeżdżam na bardzo płaski teren porośnięty gęstą roślinnością, gdzie widzę ludzi, których mogę policzyć na palcach jednej ręki. Mamy końcówkę sierpnia i myślę sobie „kurczę, to miejsce jest po prostu idealne”. W oddali widać małą tawernę i bar, gdzie stary Chorwat smaży świeżo złowione ryby. Ich zapach roznosi się po okolicy w połączeniu z ziołami, które rosną tutaj naturalnie. To prawie tak jakbyśmy mieli gotowy posiłek, tylko, że jeszcze go nie zjedliśmy. W towarzystwie takich widoków warto wybrać się na lokalny posiłek. W tej wiosce jest może koło 20 -30 gospodarstw, a poza nimi w zasięgu wzroku nie widać nic. W samym centrum miasta budynków jest co prawda o wiele więcej, ale ta zatoczka ma swoją odrębność. Stare proste budynki z czerwonymi dachówkami i zielonymi okiennicami. Wybudowane z kamienia wszystkie w jednym stylu w połączeniu z morzem tworzą niesamowity urok. Woda o tej porze roku jest bardzo ciepła, ale tutaj na tych płyciznach sięga wręcz nienaturalnej temperatury. Wchodząc do wody nie musimy się przyzwyczajać. Po prostu wchodzimy jak do wanny w domu. Żwirowe plaże i porośnięte wokół drzewa piniowe, a w zasięgu wzroku stare łódki kołyszące się na wodzie. Dogrywają nam cykady i poza tym nie dzieje się nic. Jeśli osiemdziesiąt procent mojego roku i życia odbywało się w bardzo dynamicznym tempie, to tutaj czas zwalnia do minimum. Miejscowość Loviste zachwyci każdego z Was, kto pragnie być na uboczu z dala od tłumów ludzi. Jeśli chcesz to poczuć musisz wybrać się koniecznie na sam koniec miasta, tam gdzie bardziej leniwym turystom nie chce się już wędrować. To tutaj zaznasz świętego spokoju, a Twoje pociechy będą mogły bawić się w dosyć płytkiej jak na ten rejon wodzie. Czy potrzebujesz czegoś więcej?

Pozwól, że usiądę teraz na skale i sam poczuję to, o czym rozmawiamy. Mnie też się to strasznie podoba i jestem podekscytowany. Rozstawiam statyw i mówię teraz do kamery. Mam tą chwilę uwiecznioną już na zawsze. Ta chwila została zapisana w czwartym odcinku naszej wyprawy po półwyspie Peljesac, którą możesz zobaczyć już teraz pod linkiem, który dodałem w tekście. Do usłyszenia już niebawem.

M.

  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *