Zeszłorocznym odkryciem, które do dziś fascynuje mnie równie mocno jak sama Chorwacja w dalszym ciągu pozostaje wyspa Hvar. Kiedy rozmawiam ze znajomymi o wyjazdach w tamte rejony pomimo ogromu miejsc, których jeszcze nie widziałem, a które po obejrzeniu zdjęć kuszą na planowanie kolejnej wyprawy, ja zawsze wspominam Hvar. Dlaczego właśnie ta wyspa zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie?

Zacznijmy od początku. Po dotarciu na Makarską Riwierę i zakwaterowaniu otwieram laptopa poszukując informacji o tej wyspie. Otwieram mapę i planujemy jutrzejszy wyjazd. Pakujemy plecak, zabieramy stroje kąpielowe, napoje i jakieś przekąski. Szybkie śniadanie w towarzystwie porannego chłodu i bryzy znad morza. Słońce jak to w tym okresie zaczyna operować już od najwcześniejszych godzin, więc trzeba się zbierać. Od miejscowości Tucepi do Drvenika nie jest zbyt daleko, jednak droga wiedzie przez serpentyny i ostre zakręty. Już o poranku jedziemy za autokarami i mini busami, które masowo wiozą ludzi do miejscowości Drvenik, by mogli się udać także na inne wyspy. Całą drogę po lewej stronie widzimy góry i masyw Biokovo, a po prawej przepiękne wybrzeże. Aby dostać się na wyspę Hvar najpierw musimy wyruszyć do miejscowości Drvenik, która jest miasteczkiem portowym. Wybieramy się wczesnym porankiem, by mieć jak najwięcej czasu na zwiedzanie. Jeśli chcecie się tam udać, koniecznie zabierzcie ze sobą lokalną walutę jaką jest kuna. Musicie przygotować się do opłaty za wjazd jednego pojazdu i opłaty za ilość osób w samochodzie. Stamtąd należy wjechać autem na prom. Ja wyjeżdżając z rana byłem na miejscu około godziny 7:30 i niestety nie zdążyłem na pierwszy kurs promu. Powstał problem polegający na tym, że nie udało mi się na czas wygrzebać z portfela kun, a zapłacić chciałem w euro. Nie ma takiej możliwości, a jeśli takowa jest napiszcie mi proszę komu z Was udało się tam zapłacić w walucie innej niż kuny. Po dłuższej rozmowie zaparkowaliśmy samochód w kolejce na prom i czekaliśmy około 40 minut aż przypłynie następny. Na Hvar kupiliśmy bilet do miejscowości Sucuraj. Dla tych którzy nie chcą zabierać swojego auta w tę podróż istnieje również możliwość zaparkowania wcześniej samochodu na prywatnym parkingu, ponieważ na prom można wejść także z rowerem, wynajętym wcześniej skuterem, albo bez niczego. Jak kto woli. Wygodnie jest również od razu wykupić bilet w dwie strony. Nie musimy się później przejmować ponownym staniem w kolejce no i rzecz jasna mamy więcej czasu na zwiedzanie. Nasza wycieczka na Hvar to wycieczka jednodniowa.

W końcu przypływa nasz prom. Parkujemy samochód na dolnym pokładzie i wychodzimy na górny podziwiać widoki oraz panoramę Drvenika.

Widoków z promu na panoramę gór i morza w tamtym rejonie chyba nie jestem w stanie opisać. To po prostu trzeba zobaczyć i poczuć. Docieramy do miejscowości Sucuraj. Powyżej zdjęcie i skrawek lądu. Przydatna informacja dla zainteresowanych wyspą Hvar. Jeśli nie wiecie o której godzinie wypływa prom zajrzyjcie do sieci. Wpiszcie chorwacką nazwę miasteczka Drvenik oraz publiczną linię morską Jadrolinia. Pokaże wam się cały “rozkład jazdy” chorwackich promów z tej miejscowości. Nasz samochód z ogromną energią i podnieceniem na pokładzie zjeżdża z promu.

Port w Sucuraju
Sucuraj
Sucuraj

Wychodząc z samochodu aby się rozejrzeć dostrzegam małe, kameralne miasteczko pełne lokalnych mieszkańców. Turystów o poranku nie ma zbyt wielu poza samochodami, które z nami tutaj przybyły. Mija 15 minut i wszyscy jednym ciągiem wyruszają na północ wyspy, a ja mogę poświęcić kilka minut na rozeznanie się z mapą. Piękne, małe budynki z czerwoną dachówką budowane z kamienia, okiennice i miastowy gwar już otwierających się tawern. Miasto zaczyna budzić się do życia. Podobno Hvar jest wyspą lawendową, więc zaraz po wjeździe mamy kilka straganów z lawendowymi cudeńkami. Prawdziwa gratka dla kobiet. W końcu wyruszamy i my.

Hvar wita nas prawdziwą torpedą zapachów. Czuć tutaj lawendę, przyprawy, rozmaryn, owoce, pinie, kwiaty i wiele, wiele innych. To wszystko w połączeniu ze sobą tworzy wybuchową, a zarazem niesamowitą i niezapomnianą mieszankę dla nosa. Nie ma mowy o smogu i zanieczyszczeniach, ponieważ w okolicy nie ma żadnych zakładów chemicznych. Czysta symbioza natury z człowiekiem. Nasz samochód nie posiada klimatyzacji. Może to i dobrze, bo dzięki temu takie zapachy towarzyszą mi aż przez 78 kilometrów drogi. Dokładnie tyle mieliśmy do przebycia, by znaleźć się w miasteczku Hvar. Istnieje takie powiedzenie jakie chorwaccy mieszkańcy stosują wobec osób, których nie lubią “obyś zginął na drogach Hvaru”. Jest ono jak najbardziej trafne. Jestem wielkim fanem motoryzacji i uwielbiam jeździć samochodem po ostrych zakrętach, jednak jest to odcinek drogi dla wytrzymałych kierowców. Droga jest bardzo wymagająca. Jest tutaj masa wąskich, niebezpiecznych zakrętów, urwisk, wybrzuszeń i zwężeń. Bardzo często przejazd możliwy jest tylko dla jednego samochodu, miejscami widoczność zakrywa bujna roślinność. Raczej nie spotkamy się tutaj z korkami, jednak w okresie turystycznym wszystko jest możliwe. Wzniesienia, zakręty, ciągłe redukcje biegów, rowerzyści, motocykliści, a także zwierzęta na drodze. Spotkamy tutaj wszystko. Przejazd takiego odcinka nie będzie łatwy, jednak w pełni odwdzięczy się tym co tutaj przeżyjecie i zobaczycie. Na końcu drogi czeka nagroda. Sięgam dziś pamięcią do tamtego dnia i pamiętam doskonale moje zdziwienie, gdy zatrzymując się na jednym z postojów na fotografię i chwilę przerwy od jazdy zacząłem doceniać tę błogą ciszę. Tylko szum wiatru i piękna panorama morza. Uśmiech sam rysuje się na twarzy, gdy o tym do Was piszę. Był obecny także i wtedy.

Strome zjazdy i podjazdy niektórych mogą przyprawić o mdłości. Po środku wyspy docieramy do pięknej chorwackiej wsi, gdzie znajduje się piekarnia, kościół oraz kilka domów. Bardzo urokliwe miejsce. Kupujemy tam lokalne pieczywo, by zrobić małe przekąski. Przejeżdżając wzdłuż wyspy ja jako kierowca jestem skupiony wyłącznie na jeździe mając świadomość, że wokół mnie wszędzie są piękne plaże. Należy jednak zwrócić uwagę na fakt, że dojazd do nich nie należy do łatwych. Jeśli chcemy zobaczyć coś naprawdę pięknego, musimy zaopatrzyć się w masę cierpliwości, niejednokrotnie wiąże się to także z niemałym podjęciem ryzyka. Tak też w połowie drogi postanowiłem zobaczyć okoliczną plażę. Zjechałem z planowanej trasy, bo w końcu najpiękniejsze miejsca to te, których nie widzieliśmy w internecie. A więc, mamy to! Jest i on. Widok idealny, plaża idealna. Jedno z miejsc, które nie wyjdzie z mojej głowy już nigdy. Wspomniana plaża nosi nazwę Zavala i dojazd do niej przyprawił mnie o dreszcze. Było jednak warto. Zaparkowałem samochód pod jednym z prywatnych domów, tradycyjnego parkingu brak. Są za to dziury, urwana droga i wąskie przejazdy momentami stwarzające idealną sytuację pod wypadek 🙂 Pamiętacie jak wspomniałem o nagrodach za wysiłek? Oto jedna z nich.

ZAVALA

Położona pośrodku niczego, jak zapomniany skrawek ziemi, stroma i kamienista plaża z czterema domami otoczona turkusowym morzem i piniowym lasem. Mała chorwacka piękność. Atakuje tyloma kolorami i odcieniami, że ciężko skupić wzrok na jednym punkcie. Co wygrywa? Ten las? To morze? Te skały? Chyba wszystko na raz. I właśnie to w Chorwacji kocham najbardziej. Ludzie, którzy tam żyją są ogromnymi szczęściarzami. Co prawda do lokalnego marketu trzeba wyjechać tą samą drogą, którą ja tutaj się dostałem, ale kto by patrzył na takie niewygody, kiedy ma na co dzień taki raj przed swoimi oczami. Zavala mój drogi czytelniku, jedź i zobacz koniecznie. Zwala z nóg.

Pomimo uroku tego miejsca we mnie nadal jest chęć na eksplorowanie tej wyspy i wyciśnięcie z tego dnia jak najwięcej. Słońce operuje niemiłosiernie. Ten brak klimatyzacji jest fajny przez jakiś czas, jednak trzeba będzie pomyśleć o małych zmianach w tej kwestii. Spłukuję całą głowę zimną wodą, kolejne 5 minut, kilka wdechów i zaczynamy się wspinać, by stąd wyjechać. Na samym szczycie czeka na mnie wykuty w skale długi tunel z drogą jednokierunkową. Namalowane na górze skały przed wjazdem godło piłkarskiego klubu Hajduk Split przypomina mi o tym, po jakim terenie się poruszam. Chorwaci są wierni piłce nożnej i swoim piłkarzom. Bardzo często w miastach można zobaczyć także naklejki i motywy w podobnym stylu.

W drodze na Stari Grad

Dalej kierujemy się na Stari Grad, a następnie do głównego celu podróży jakim jest samo miasto Hvar. Przyznam szczerze, że przed wyjazdem na tę wycieczkę nie interesowałem się zbytnio głównym miasteczkiem tej wyspy. Nie oglądałem zbyt wielu zdjęć, chcąc w ten sposób mieć większą niespodziankę. Chciałem to wszystko odkryć sam. Po drodze korzystaliśmy jedynie z nawigacji samochodowej i znaków. Nie posiłkowaliśmy się żadnymi innymi dodatkowymi źródłami. Trudno jest się również na tej wyspie zgubić, bo prowadzi przez nią zaledwie jedna główna droga. Stwierdziłem, że odpuszczam większą szczegółowość w tym przypadku. Czasem tak jest po prostu lepiej. Mamy dzięki temu więcej atrakcji 😉 Z opowiadań znajomych wiedziałem, że mogę się tam dostać promem także ze Splitu, jednak bliżej miałem do Drvenika. Uważam, że nie warto też przepłacać. Prom ze Splitu kosztuje więcej, płynie się dłużej, więc jeśli ktoś ma możliwość wypłynięcia z Makarskiej i akurat tutaj znajduje się na wakacjach, to jego szczęście. Za prom zapłaci mniej. Dalsza droga w kierunku Hvaru nie różni się zbytnio pod kątem wymagań od kierowcy. Może ujmijmy to jednym zdaniem. Hvar jest wymagający. Pomijając już tę kwestię skupmy się teraz na samym miasteczku. Parkingi możecie znaleźć wszędzie. Jedne tańsze, drugie droższe. Z reguły jest tak, że im bliżej miasta tym drożej. Możecie się także pokusić na szukanie miejsca za darmo. Pamiętajcie jednak, że nie wszędzie można parkować. Oznaczenia bywają różne, konsekwencje za parkowanie w większej miejscowości również mogą być różne 🙂 Wjeżdżamy do miasta, parkujemy nasz pojazd i dalej z przysłowiowego “buta”. Na pierwszy rzut oka droga do miejscowości wygląda niepozornie, jednak już po kilku chwilach naszym oczom ukazuje się lokalny targ.

Targowisko w mieście Hvar

I znowu otrzymujemy zastrzyk kolorów. Co kto lubi. Wyboru nie brakuje. Od warzyw i owoców, ananasów, jabłek, cebuli po lokalne przyprawy sprzedawane w woreczkach. Wszystko od lokalnych sprzedawców. Gorąco namawiam każdego, kto znajduje się w takim miejscu do spróbowania owoców i warzyw. To nie to samo co chemiczna żywność z naszego marketu. Idealna gratka dla tych, którzy poszukują zdrowej żywności. Jeśli jednak w dalszym ciągu nie przekonuje Was wiarygodność pochodzenia tych warzyw, możecie wypróbować inny sposób. Mnie niejednokrotnie udało się otrzymać takie produkty od właściciela kwatery. Bardzo często posiadają oni własny ogródek i uprawiają swoje warzywa i owoce. Dzięki temu mogłem spróbować lokalnych jajek, ziemniaków, cebuli, oliwek i wielu innych produktów w tym także win, likierów i rzecz jasna Chorwackiej Rakiji. Gościnność chorwatów jest pod tym kątem nieoceniona. To naprawdę bardzo serdeczni ludzie. Spacerujemy dalej, w kierunku centrum miasteczka, by wreszcie odwiedzić port i poznać prawdziwą kulturę tego miasta. Zatrzymuję się po drodze na chwilę rozmowy z jednym ze sprzedawców w sklepie. Pytam go po angielsku, choć tak naprawdę zrozumielibyśmy się nawet w języku polskim ” Dzień dobry, jaką ostatnio Państwo macie pogodę na Hvarze?” On odpowiada mi na to “Miły Panie, na Hvarze nigdy nie ma deszczu. Hvar to wyspa bez deszczu”. Zdziwiony podziękowałem za taką prognozę. Po dłuższej rozmowie dowiedziałem się, że tutaj bardzo rzadko pada deszcz, nawet jeśli na Riwierze Makarskiej jest deszczowo, na Hvarze po prostu nie pada. Nie wiem na ile wiarygodne są te słowa, jednak jednego jestem pewien na sto procent. Słońce na Hvarze momentami wręcz wykańcza. Kiedy spacerowaliśmy ulicami tego miasta wiem, że wyglądaliśmy na najbardziej zmęczonych. W cieniu było chyba wtedy około 37 stopni. A przede mną jeszcze taka sama droga powrotna i wiadomo – te ich ukochane drogi :))). Czas na miasto Hvar. Nie przedłużając. Kilka fotografii.

MIASTO HVAR

Na jednym z tarasów budynku znajdującego się powyżej jedną ze swoich kulinarnych potraw przygotowywał sam Robert Makłowicz. Wiedzieliście, że Pan Makłowicz posiada dom na półwyspie Peljesac i tam również spędza większość czasu w okresie letnim? Samo miasteczko jest urokliwe, małe i posiada swoją magię i oczywiście chorwacki styl. Mała marina, a dookoła szereg budynków z tawernami zaledwie klika sklepów pamiątkowych i ogromne, pierzaste palmy emanujące życiem. Lokalni mieszkańcy w godzinach porannych wyruszają na połów ryb. W oddali widać również piękny mały kościół. Dla żądnych większych przygód znajduje się tutaj również kilka biur podróży organizujących wycieczki i kursy żaglówkami i statkami. Atrakcji naprawdę nie brakuje.

Wąskie uliczki, kamienne budynki z zielonymi okiennicami to typowy styl Chorwacji. Zresztą nie bez powodu, bo setki lat temu ważną rolę w architekturze odegrali właśnie włosi, którzy podczas wojen kolonizowali te tereny. Dokładnie tak samo wygląda wyspa Korcula. Jednak o tym wypowiem się szerzej w osobnym wpisie.

Krótki odpoczynek od upału i kroczymy dalej. Tym razem wzmocnić nasze ciała popołudniową kawą. To słońce w południe wręcz wykańcza 🙂

W towarzystwie przyozdobionych morskimi motywami ozdób siedząc przy porcie i dopijając popołudniową kawę, delektujemy się urokami tego miasta. W planach jest jeszcze zwiedzenie innej plaży i starego miasteczka Vrboska uważanego przez większość mieszkańców za chorwacką, małą Wenecję. Po dotarciu na miejsce naszym oczom ukazuje się maleńka wioska pełna mostów, gdzie woda z morza łączy się wraz z rzeką i wpływa w samo serce miejscowości Vrboska. Dookoła niej otwarte winiarnie oraz restauracje. Czuć tutaj wyjątkowy spokój i leniwe poobiednie życie. Spacerując ulicami miasta słychać jak ktoś się kłóci i robi małą awanturę, a gdzieś ktoś w oddali w swoim domu myje naczynia. Czy ja mogłem lepiej poczuć chorwacki klimat codziennego życia mieszkańców? Chyba nie. Kilka fotografii z tego miejsca poniżej.

miasteczko VRBOSKA

Samochody, które w Polsce, Niemczech i innych krajach europy są traktowane jako klasyki w Chorwacji można znaleźć porzucone lub też takie, które lata świetności mają już dawno za sobą. Nadgryzione zębem czasu klasyki aż się proszą o odrestaurowanie i o ile cała miejscowość wygląda bardzo “tradycyjnie” i biednie, o tyle może się pochwalić niesamowitymi dzikimi plażami, których droga wiedzie przez piniowe lasy, gdzie czas umilają cykady i niesamowite widoki. Dla tych, którzy lubią się obnażać są również plaże FKK znane nam jako plaże nudystów. Nudystów nie fotografowałem. Przeczekałem, aż zakończyli opalanie i wykonałem kilka ujęć 🙂

Plaża FKK VRBOSKA

Temperatura wody na Hvarze jest odrobinę niższa niż ta w Tucepi, bądź Breli. Ja jednak stwierdzam, że skoro ludzie wskakują do niej nago, to nie jest jednak tak tragiczna. A trochę ludzi tam było 🙂

W drodze powrotnej do miejscowości Sucuraj zakupiliśmy od lokalnych mieszkańców wino Prosek charakteryzujące się bardzo wysoką jakością ze względu na produkcję na bazie podsuszanych winogron. Jest to wino wysokoprocentowe, słodkie, o bardzo wyrazistym smaku, zwane chlubą całych Bałkanów. Według mnie warte uwagi. Ceny nie są astronomiczne. Przemiła pani poczęstowała nas także konfiturami z fig. Uczta dla podniebienia. Jeśli będę w tamtych rejonach koniecznie zaopatrzę się w następny słoiczek tego cuda. Był to już koniec naszej całodniowej wyprawy na Hvar. Zapadnie mi ona w pamięci już na zawsze, bo była wyjątkowa. Hvar zaskakuje swoją dzikością i pomimo jego niezbyt dużej odległości od stałego lądu Chorwacji człowiek może poczuć się, jakby był na bezludnej wyspie. Wiem, że większości z Was taki odpoczynek odpowiada. Jeśli ktoś nie jest fanem ogromu turystów, nachalnych sprzedawców, tandetnych pamiątek oraz hucznego trybu życia, powinien rozważyć wyjazd na wakacje na tę właśnie wyspę. Dajcie znać w komentarzach czy Hvar przekonuje Was do siebie i czy wybralibyście się na takie wakacje. Posmakujcie lokalnych win, odwiedźcie dzikie plaże, zobaczcie jak wygląda prawdziwa skromna chorwacka wieś. A najprościej mówiąc – odwiedźcie Hvar i przekonajcie się o tym sami 🙂

Ja tymczasem zmykam kompletować kolejne materiały z których dowiecie się o wiele, więcej na temat moich podróży.

Pozdrawiam 🙂

4 komentarze

  1. wiem o czym mowisz a wlasciwie piszesz bylam rowniez na hvarze poznalam ta wyspe i jest tak jak piszesz pieknie slonecznie i smacznie. do zapachow dodalabym jeszcze igly pinii ktore pod wplywekm upalnego slonca pachna intensywnie poprostu wszedzie a i oczywiscie wszedobylska lawenda

    celina
  2. Po przeczytaniu poczułem się jakbym tam był, uważam, że na tyle szczegółowych informacji o urokliwości Hvaru i sposobem szybkiego dostania się na nią oraz spędzenia przepięknych wczasów, wspaniałego odpoczynku i podziwiania cudownych widoków , plaż, krajobrazów i ślicznych miasteczek i wsi będą wspaniałą rekomendacją dla chętnych turystów, mam nadzieję , że swoim blogiem rozsławisz Hvar.

    Andrzej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *