Celem naszej podróży w 2012 roku nie była oczywiście Piekarnia w Hiszpanii, jednak ze wszystkich pozostałych fotografii znalazłem tylko jedną z napisem miasta, do którego dotarliśmy. Zamierzaliśmy tym razem wybrać się na zachód zwiedzając po drodze najwięcej jak to tylko możliwe.  Tym razem do naszej rodziny dołączyły dwie Skody Fabie, które zastąpiły szesnastoletnie rodzinne auto. Odeszło ono na zasłużoną emeryturę.

Takie widoki parku Sant Feliu mogliśmy podziwiać o wczesnym poranku będąc na ostatnim postoju. Zrobiliśmy wówczas 2100 km. Pamiętam, że wtedy chwyciłem za aparat i poszedłem sfotografować  wschód słońca. Droga do tego miejsca wiodła przez piniowy las. Połączenie zapachu morza o poranku razem z drzewami piniowymi robi niesamowite wrażenie.  U nas na polskiej wsi ludzi budzą piejące koguty. Co budzi mieszkańców Tossa de Mar? Śmiejące się mewy. Tak, nie oszalałem. Jeśli ktoś miał kiedyś okazje usłyszeć te odgłosy zapewne wie o czym teraz mówię.  A jak to wszystko się zaczęło?

Od planowania!

W naszej rodzinie każda z wypraw miała swój początek w salonie, gdzie uzgadnialiśmy trasę przejazdu, miejsca w których chcemy się zatrzymać no i oczywiście jaki mamy na to budżet. Pełna dyskusja potrafiła weekendami wypełniać cały mój dzień. Oglądając wspólnie z rodzicami trasę na google maps, czytając ciekawostki w sieci na temat objazdów, kosztów autostrad itp. Wszystko ma znaczenie.

Aby wyruszyć w tak daleką podróż należy przede wszystkim zadbać o bezpieczeństwo i stan techniczny pojazdów. Tym razem jechaliśmy w 6 osób. Potrzeba było dwóch niezawodnych samochodów. Takie też zostały przygotowane na wyjazd. Do dzisiaj świetnie się spisują. Kolejny przystanek już na przełęczy Brenner. Wspominałem wcześniej o 2 miejscach, które warto zobaczyć. Poniżej kilka fotografii z tych miejsc.

Kiedy wspominam o przełęczy Brennera zawsze na myśl przychodzą mi dwie fotografie z moją siostrą. Ciekaw jestem czy kiedyś, być może razem znowu odwiedzimy to miejsce za parę lat i zrobimy podobną fotkę na pamiątkę. Tym razem już troszkę starsi i z naszymi drugimi połówkami. Jedno wiem na pewno – ta przełęcz będzie na nas czekać!

Mało kto pogardziłby takim chwilowym odpoczynkiem.  Kiedy inni pili kawę, ja chwyciłem za aparat i po raz kolejny poczułem misję zrobienia jakiegoś ciekawego zdjęcia. Poniżej próby uchwycenia tego, co czyni je wyjątkowym. Jeśli ktokolwiek z Was miał okazję tam być i wykonał kilka fotek koniecznie podzielcie się nimi koniecznie w komentarzach!

Kolejne miasteczko na naszej drodze to było po raz kolejny Trento i tym razem postój we Włoszech. Udało mi się odkopać kilka fotografii z tego miejsca.

Niebawem postaram się również wrzucić osobnego posta dotyczącego tego miejsca. Odwiedziłem je później w 2016 roku. Wtedy udało mi się również nakręcić kilka ciekawych ujęć z trasy łączącej Trento z jeziorem Garda 🙂

Poza prowadzeniem samochodu i spędzaniem każdej wolnej chwili na odpoczynku od trasy starałem się często fotografować przypadkowe sytuacje, które kiedyś będą przypominały mi o tym, gdzie się znajdowałem. W galerii pojawiło się więc zdjęcie lusterka samochodu. Kiedy ja byłem zajęty prowadzeniem auta zdjęcie z jazdy zrobiła moja kochana babcia 🙂

Tym razem 3 fotografie z Cote d’Azur – Francja. Zjeżdżając serpentynami w dół trafiliśmy na kolejny ciekawy postój. Tym razem nocleg odbył się – w samochodach. Tak, w samochodach. A dlaczego? Dwóch kierowców było ekstremalnie wykończonych trasą po górach. Co najdziwniejsze, gdyby nie zmęczenie tego dnia prawdopodobnie nie zobaczyłbym francuskiej stacji kolejowej położonej wysoko w tych górach. Jak i znaku ostrzegającego o żyjących w tym miejscu niedźwiedziach :).  Tamtego wieczoru wszyscy byliśmy bardzo wykończeni. Jednak pomimo tego zmęczenia byłem cholernie szczęśliwy, że udało nam się tak daleko dotrzeć. Pamiętam, że siedząc przy stole dopijaliśmy gorącą herbatę wspominając, co nas spotkało tego dnia, a także co czeka nas dnia kolejnego. Zmęczenie chyba nie potrafi mi dokuczać, gdy robię to co kocham 🙂

Pamiątkowe zdjęcie rodzinne z Cote d’Azur. Wszyscy w komplecie. Autorem zdjęcia jest przypadkowo napotkana grupa mężczyzn przemierzających te góry na motocyklach terenowych.

 

Co tak naprawdę pociąga mnie w podróżowaniu autem? Posiadanie pełnej swobody w wyborze wszelkich przystanków. To dzięki nim mogłem zrobić zdjęcia najbardziej dziwnych rzeczy, które dzisiaj tworzą w mojej głowie taśmę wspomnień i zabawnych historii. Podróżując autem nie martwisz się o to, kiedy będziesz mógł rozprostować  kości. Nie jesteś także uzależniony od innych podróżujących. Możesz dosłownie cieszyć się podróżą i zwiedzać wszystko po drodze.

Zdjęcia nigdy nie oddadzą tego, co widzieliśmy na własne oczy. Ja jednak pamiętam, jak trudnym wyzwaniem było dla nas przedostanie się górami do Monako. Powyżej kilka fotografii. Po pokonaniu wielokilometrowego podjazdu postanowiliśmy rzucić okiem na panoramę tych gór. Niezapomniany widok. Dalszy dojazd do Monako mocno nas rozczarował. Trafiliśmy w godzinach szczytu w samo serce zatłoczonego, małego miasteczka pełnego luksusowych samochodów i ciasnych, jednokierunkowych uliczek. Wjeżdżając na rondo trąbiłem na wszystkich kierowców informując ich, że właśnie włączam się do ruchu. Miasto było tak zakorkowane, że zdążyliśmy wykonać zaledwie kilka pamiątkowych zdjęć. Podczas fotografowania udało się również uchwycić przemiłego policjanta wlepiającego mandat na niemałą sumę za parkowanie na chodnik 🙂

na koniec krótkiej objazdówki po Monako – panorama miasta.

Kilka kolejnych fotografii zostało wykonane zza szyby samochodu. Goniły nas korki, gonił nas czas i niesamowity upał, który dawał o sobie znać zwłaszcza w aucie bez klimatyzacji.  Przed nami jeszcze Saint Tropez, a za nami także Menton, który niestety nie został sfotografowany, a w moim odczuciu jest miastem równie wartym uwagi, co Monako. Był także mniej zawalony samochodami i turystami.

O Saint Tropez wspominałem już we wcześniejszym poście jednak postanowiłem dorzucić kilka ciekawych fotografii z tego miejsca. Poniżej budynek żandarmerii.

Lokalni mieszkańcy niejednokrotnie musieli mieć niezły ubaw podziwiając sceny kręcone właśnie w tym miejscu. To tutaj odbywały się ujęcia z zielonym Citroenem, którego przypadkiem spotkałem kilka ulic dalej. Taki sam, lecz w czerwonym kolorze 🙂

Jachty w porcie emanują głównie – wielkością i przepychem. Na niektórych z nich właściciele posiadają wycieraczki na wejściu i wyodrębnione miejsce do ściągania butów 🙂

Odnalazłem także zdjęcie zabytkowego samochodu o którym była mowa w poprzednim poście. Jest coś wyjątkowego w starych klasykach. Nie potrafię do końca określić tego, co to jest. Odnoszę jednak wrażenie, że w odróżnieniu od nowych samochodów, te stare posiadają duszę 🙂 Nie ma w nich zbędnej i zawodnej elektroniki oraz wielu innych „bajerów” ułatwiających życie. Jest za to klasa sama w sobie. Prostota i styl. Poza tym… chromowany zderzak zawsze będzie wyglądał lepiej od plastikowej atrapy. Kto wie… być może, gdy pojedziesz do Saint Tropez spotkasz tego Triumph’a na drodze i zrobi na Tobie takie samo wrażenie jakie zrobił na mnie 🙂

Nasza rodzinna ekipa kończy zwiedzanie Saint Tropez i wyrusza w kierunku Hiszpanii. Ostatni przystanek to zasłużony odpoczynek w miejscu Tossa De Mar położonym zaraz przy granicy Hiszpanii z Francją. Poniżej kilka fotografii z tego urokliwego miasteczka 🙂

W mieście Tossa De Mar mieliśmy także okazję wypłynąć statkiem wycieczkowym. Główną atrakcją było podziwianie morskiego dna przez grubą plastikową ” pleksę” , krótki przystanek w morskich jaskiniach, gdzie turyści dokarmiali rybki.

Był także czas na godzinną przerwę na jednej z dzikich plaż. Udało się również uchwycić zdjęcia palm, które tak bardzo uwielbiam.

Wyjazd do Hiszpanii dał mi wiele pozytywnych wspomnień. Dzięki podróży samochodem miałem okazję po raz kolejny zwiedzić masę atrakcyjnych miejsc, których nigdy nie byłbym w stanie zobaczyć za jednym zamachem decydując się na zakup wycieczki z biura podróży. I chyba nigdy takiej wycieczki nie kupię 🙂 Zapewne ciężko byłoby przemycić cenne dla mnie pamiątki w samolocie lub autokarze. To właśnie z Tossa De Mar udało mi się przywieźć 3 metrowe liście palmy wraz z korą, która do dzisiaj stanowi imitację rosnącej palmy w moim rodzinnym domu w Polsce. W bagażniku mojego samochodu znalazło się także miejsce na 3 kilogramy piasku oraz muszelek, którymi wypełniłem przezroczyste wazony na pamiątkę. Nawyk z nietypowymi pamiątkami pozostał do dziś, ale o tym już następnym razem. A Wy? Co przywozicie ze swoich podróży?  🙂

2 komentarze

  1. Tak to prawda że wspomnień nikt nam nie odbierze pamiątki mogą zginąć zdjęcia.tez Gdzieś się zawieruszyc ale to co pozostaje w naszym sercu po każdej podróży bezcenne.
    Bo przecież są miejsca na ziemi niby takie same jak tysiące innych ale jeśli zostawiliśmy w nich kawałek własnego serca pozostają nasze na zawsze
    I dla mnie to jest najpiękniejsze w podróżowaniu a dla Ciebie

    Celina
    1. Dla mnie to możliwość bycia- dosłownie. Bycia w miejscu, które się kocha i do którego się przywiązujemy. Tak naprawdę w podróżowaniu piękne jest wszystko począwszy od planowania a kończąc na realizacji. Pozdrawiam 🙂

      admin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *